Jacht motorowy RAND Realm 45 z dachem solarnym płynie po wodzie na tle gór

Rand Boats

Duńskie wzornictwo i napęd elektryczny do zamówienia w każdym modelu

Ostatnia aktualizacja:

Jacht motorowy RAND Escape 32 na otwartej wodzie, widziany z trzech czwartych

Cennik i napędy łodzi Leisure 28

Przestronny dayboat o długości 8,44 m, pomyślany na cały dzień w większym gronie: tak wygląda Leisure 28. Tej jednej łodzi poświęcamy tu najwięcej miejsca. Z napędem elektrycznym zamówisz ją w dwóch konfiguracjach. Strona modelu na randboats.com opisuje słabszą jako silnik 170 kW z akumulatorem 78 kWh, a mocniejszą jako 265 kW i 117,5 kWh. Konfigurator na tej samej witrynie podaje dla mocniejszego napędu inne liczby: 245 kW i 117 kWh. Dealera zapytaj, na których z tych danych opiera swoją wycenę.

Ceny RAND publikuje sam, tyle że jego własne strony się w nich nie zgadzają. Strona modelu, którą otworzyliśmy 5 października 2026, wymienia łódź od 165 900 euro i nie mówi przy tej kwocie, czy zawiera ona podatek. Konfigurator, przejrzany tego samego dnia, tak nisko nie schodzi w ogóle. Najtańszy Leisure 28 to w nim wersja z silnikiem benzynowym za 179 900 euro. Wersja elektryczna 170 kW kosztuje 265 900 euro, mocniejsza elektryczna 309 900 euro. Przy każdej z tych sum stoi dopisek, że nie obejmuje VAT ani kosztów dostawy. Wyposażenie dodatkowe dolicza się osobno.

Dla kupującego wynika z tego prosta rzecz. Kwota ze strony modelu nie odpowiada żadnej łodzi, jaką da się złożyć w konfiguratorze, więc do rozmowy o budżecie lepiej brać liczby z konfiguratora i pamiętać, że to ceny netto bez transportu.

Do każdego modelu Rand zamówisz napęd elektryczny, choć marka sprzedaje swoje łodzie także z silnikami benzynowymi i diesla. W Leisure 28 obok dwóch wersji na prąd stoją trzy spalinowe: zaburtowy Mercury F 300, stacjonarny benzynowy Mercruiser 6.2L o mocy 350 KM i stacjonarny Mercury Diesel 3.0L o mocy 270 KM. Na akwenie, który ogranicza silniki spalinowe, w grę wchodzą tylko wersje elektryczne. Od wybranej dobierasz potem resztę specyfikacji.

Obie wersje elektryczne różnią się na stronie modelu prędkością maksymalną i zasięgiem. Podstawowa osiąga 30 węzłów, a przy 8 węzłach przepływa 64 km. Mocniejsza rozpędza się do 40 węzłów i ma 97 km zasięgu. W konfiguratorze mocniejsza wersja kosztuje 44 000 euro więcej.

Do spokojnego pływania wersja podstawowa często w zupełności wystarcza. Dotyczy to zwłaszcza dni, w których płyniesz powoli i przeskakujesz od zatoczki do zatoczki na kąpiel. Mocniejszy zestaw ma sens wtedy, gdy potrzebujesz zapasu: z kompletem osób na pokładzie albo na otwartym akwenie, który wolisz przeciąć szybko. Większa liczba w tabeli znaczy tu mniej niż sposób korzystania z łodzi. Oszacuj uczciwie, ile osób zwykle zabierasz, jakie dystanse pokonujesz i z jaką prędkością na co dzień płyniesz.

Przesuń tabelę w bok, żeby zobaczyć pozostałe kolumny

Napędy elektryczne łodzi Rand Leisure 28
WersjaMoc silnikaAkumulator
Leisure 28, podstawowy napęd elektryczny170 kW78 kWh
Leisure 28, mocniejszy napęd elektryczny265 kW117,5 kWh
Dane przepisane ze strony modelu Leisure 28 na randboats.com 5 października 2026. Konfigurator RAND podaje dla mocniejszego napędu 245 kW i 117 kWh, a obie wersje elektryczne wycenia na 265 900 EUR i 309 900 EUR bez VAT i dostawy. Dokładną specyfikację i cenę skonfigurowanej łodzi zna dealer.

Katalog nie kończy się na Leisure 28. Zdjęcia, które tu widzisz, pokazują inne łodzie marki: Escape 32, Realm 45 z dachem solarnym i katamaran Solara 33. Gama potrafi się zmieniać z sezonu na sezon. Co jest dostępne teraz i jak da się skonfigurować każdy kadłub, sprawdzisz na randboats.com.

Większość założeń projektu mieści się w jednym słowie: dayboat. Taka łódź służy do wypadów na kilka godzin albo na cały dzień, stąd wygodne siedziska, miejsce do opalania i przemyślane detale przy postoju na kąpiel. Leisure 28 mieści więcej, niż sugeruje ta etykieta. RAND wymienia pełną kuchnię i toaletę, a pod pokładem dwuosobową kabinę. Kokpit z potrójnym leżakiem na rufie i rozkładaną sofą w kształcie litery U rysowano jednak z myślą o dniu. Jako kategoria dayboat pasuje do jezior i osłoniętych zatok morskich, gdzie typowe wyjście to dobrze spędzone popołudnie, a nie kilkudniowy rejs.

Duńska marka Rand Boats i spółka, która za nią stoi

Skandynawską tradycję projektowania Rand Boats przenosi na wodę. Ta duńska marka ma w gamie łodzie rekreacyjne i dayboaty o czystych liniach, rozplanowane na niespieszne godziny w dobrym towarzystwie. Chodzi o rundę o zachodzie słońca, kąpiel przy cichym brzegu albo popołudnie na kotwicy ze znajomymi.

Szyld się nie zmienił, spółka owszem. Poprzednia firma po zmianie nazwy i restrukturyzacji trafiła do upadłości, a polityka prywatności na stronie marki wskazuje dziś jako administratora danych nową spółkę z Hellerup. Przy zakupie tej wielkości dobrze wiedzieć, z kim podpisujesz umowę.

Najciekawszy jest jednak silnik. Wersje elektryczne mają w gamie stałe miejsce i nie dopisano ich na końcu, żeby złapać modę: to jeden ze standardowych sposobów, w jaki zamawia się Rand. Marka stawia wyraźnie na ciche, bezemisyjne pływanie, o którym więcej mówi nasz przewodnik po łodziach elektrycznych.

Oszczędne kształty mają swoje zadanie. Wyraźne linie i starannie wykończone powierzchnie ułatwiają wyłączenie się, kiedy już wejdziesz na pokład. Rand nie ma efektownych ozdobników ani przekombinowanych detali. Dostajesz za to dużo miejsca do siedzenia, sterowanie, którego nie trzeba nikomu tłumaczyć, i układ dobry do kąpieli, opalania i rozmowy w kilka osób. Ta sama powściągliwość chroni łodzie przed starzeniem się wyglądu, bo rysowano je pod spokojne korzystanie z wody, nie pod gust jednego sezonu.

W skandynawskim wzornictwie o kształcie tradycyjnie decyduje funkcja, a wygląd daje materiał. Na łodzi widać to w drobnych, mało efektownych rzeczach. Na siedzisku spędzasz cztery godziny i nie wiercisz się. Piasek z powierzchni spłukujesz wodą. Do platformy kąpielowej dochodzisz bez przełażenia przez trzy osoby. Ściana chromu wygląda efektowniej na zdjęciu, ale w sobotnie popołudnie zauważasz właśnie te ciche szczegóły.

Duńskie podejście wpisuje się w szerszą europejską zmianę. Producenci łodzi rekreacyjnych z wyższej półki traktują cichy, czysty napęd poważnie i dawno przestali widzieć w nim ciekawostkę. Żeby zobaczyć, jak tę samą myśl odczytali inni, postaw łodzie Rand obok szwedzkiej marki X Shore albo austriackiej stoczni Frauscher. Każda z trzech marek ma własny styl, a mimo to wszystkie szukają bardzo podobnego pływania: cichego i bez zbędnych dodatków.

Model Supreme na filmie marki

Bieżące modele i oficjalne zdjęcia marki są na randboats.com ↗

Na jakiej wodzie sprawdza się Leisure 28

Jeziora, zbiorniki zaporowe i osłonięte zatoki morskie pasują do łodzi tej wielkości prawie bez zastrzeżeń. To dayboat na popołudnie z rodziną albo ze znajomymi. Nikt nie kupuje go, żeby przepłynąć ocean. Cichy napęd dobrze się w takie miejsca wpisuje, bo spokojna woda i cicha łódź służą temu samemu, niespiesznemu nastrojowi.

Drugi argument jest bardziej przyziemny. Na wielu jeziorach dla rekreacyjnych silników spalinowych miejsca jest mało albo nie ma go wcale, a łódź na prąd wpływa tam bez kłopotu. Ciche łodzie trafiają zatem tam, gdzie warkot silnika jest najmniej mile widziany. Jak to wygląda w praktyce, rozwija tekst o łodziach elektrycznych.

Formalności zmieniają się od miejsca do miejsca bardziej niż cokolwiek innego w posiadaniu łodzi. Jakich papierów wymaga łódź tej mocy, ustala każdy kraj po swojemu, a nierzadko coś od siebie dokłada zarządca jeziora albo odcinka wybrzeża. Sprawdź to dla przystani, w której łódź ma stać. Infrastruktura tymczasem się poprawia. W wielu marinach prąd przy stanowisku to standard, a punktów ładowania przybywa z roku na rok.

Leisure 28 ma rozmiar w sam raz na luźny dzień bez sztywnego planu: kąpiel w cichszej zatoce przed południem, kawa na drugim brzegu po obiedzie, zachód słońca oglądany z kotwicy. Kilka osób swobodnie się na nim rozłoży, a cumowanie i manewry w zatłoczony letni weekend nie stają się przy nim wyczynem. Przy poważnych planach zakupu stanowisko dopasowane do wielkości łodzi i jej potrzeb ładowania znaczy co najmniej tyle, co sama łódź.

Katamaran RAND Solara 33 na wodzie

Cisza zamiast warkotu silnika

Zapytaj kogoś, kto po latach na łodziach benzynowych pierwszy raz popłynął na prądzie, co uderzyło go najbardziej. Prawie każdy zaczyna od ciszy. Tam, gdzie wcześniej huczał silnik i drgał pokład, słychać głównie wodę. Rozmawia się normalnym głosem i nic nie pachnie spalinami. Już sama cisza zmienia charakter dnia, bo uwaga przechodzi na krajobraz i ludzi na pokładzie zamiast na maszynerię pod stopami.

Dzień planuje się trochę inaczej. Miejsce tankowania zajmuje ładowanie, a najwygodniej mieć stanowisko z punktem ładowania, przy którym łódź czeka pełna na następne wyjście. O czasie pływania i zasięgu mocno decyduje prędkość. Powolny rejs oszczędza akumulator znacznie bardziej niż długa, szybka jazda. Jak wygląda ładowanie i liczenie zasięgu w praktyce, opisujemy w poradniku o tym, jak pływają łodzie elektryczne.

Część zmian kryje się w drobiazgach, o które nikt nie pyta. Silnika nie rozgrzewasz przed wyjściem i nie studzisz po powrocie. Przy zatłoczonym pomoście manewruje się precyzyjnie, bo silnik reaguje na manetkę od razu i trzyma niską prędkość bez szarpania. Długi dzień też mniej męczy. Hałas i drgania wyczerpują po trochu, a ich ciężar czujesz dopiero wtedy, gdy ustaną.

Ładowanie wpasowuje się w rytm, jaki dzień na jeziorze i tak ma. Popołudniowa runda, postój na kąpiel, powolny powrót o zachodzie: przy takim programie planowanie ładowania staje się rutyną, a nie ciężarem. Wystarczy kilka drobnych nawyków, a różnicę w porównaniu z dawnym rytuałem przy stacji paliw ledwie zauważasz.

Zasięg dobrze jest liczyć z zapasem. Plan dnia układa się tak, żeby powrót do portu nie wypadał na ostatnich procentach akumulatora, bo dłuższy odcinek szybkiej jazdy zjada energię wyraźnie szybciej niż spokojne krążenie. Po kilku wyjściach właściciel zna już swoją łódź, wie, ile zostaje po typowej trasie, i resztę sezonu planuje niemal odruchowo. Na początku pomaga prosta zasada: najpierw wolne tempo, szybki odcinek dopiero wtedy, gdy wiadomo, ile energii zostanie na drogę powrotną.

Wielu właścicieli tę zmianę polubiło. Pływanie robi się trochę bardziej przemyślane, za to dużo spokojniejsze i czystsze, a to połączenie dobrze pasuje do wolnego czasu nad wodą.

Dla kogo jest łódź Rand?

Ładne zdjęcia łatwo pomylić z planem na sezon. Żadna łódź nie pasuje do każdego pomysłu na dzień na wodzie. Rand trafia głównie do ludzi, którzy chcą pływać towarzysko i bez pośpiechu, a czysty projekt i cichy napęd stawiają wysoko na liście. Kilka typowych sytuacji, w których ta marka ma sens:

  • Rodzina z dziećmi, która szuka bezpiecznego i wygodnego pokładu na całodniowe wypady.
  • Paczka znajomych traktująca łódź jak pływający taras do opalania, kąpieli i drinka o zachodzie słońca.
  • Ktoś, dla kogo dzień na wodzie bez hałasu silnika i bez spalin jest sprawą zasad, nie mody.
  • Właściciel, który myśli o spokojnym jeziorze albo osłoniętej zatoce. Przeloty przez otwarte morze nie są w jego planach.

W obrębie samej marki wybór napędu też mówi coś o właścicielu. Wersja elektryczna pasuje do kogoś, kto ma stałe stanowisko z prądem, pływa po zamkniętym akwenie i liczy dzień raczej w godzinach spokojnego krążenia niż w przebytych milach. Silnik spalinowy ma więcej sensu dla kogoś, kto planuje dłuższe przeloty, zmienia akweny w ciągu sezonu albo nie ma pewnego miejsca do ładowania. Decyzję podpowiada codzienny sposób pływania, nie katalog. Dobrze jest też uczciwie przyznać przed sobą, czy cisza na wodzie jest dla ciebie ważniejsza od prędkości, bo od tej odpowiedzi w dużej mierze zależy wybór napędu.

Wielodniowe rejsy, długie dystanse i pełne morze to już inna liga niż Leisure 28. Większe łodzie RAND opisuje w osobnej kategorii jachtów. Escape 32 ma kabinę na noc z własną toaletą i prysznicem, a Realm 45 producent przedstawia jako jednostkę zaprojektowaną do dłuższych wypraw. Leisure 28 najlepiej czuje się w spokojny dzień niedaleko brzegu. Ustal na samym początku, o jakim pływaniu naprawdę myślisz, bo inaczej łatwo kupić błyszczące zdjęcie z katalogu zamiast łodzi dopasowanej do własnego życia.

Policz przy okazji sezon: ile dni łódź faktycznie wyjdzie na wodę i ile osób będzie na pokładzie. Jednostka, która w ciągu lata wypływa czterdzieści razy z sześcioma osobami, uzasadnia zupełnie inną specyfikację niż taka, która opuszcza stanowisko w kilka weekendów. Policzona uczciwie, ta liczba przesądza potem o zadowoleniu właściciela.

O co zapytać dealera

Przy wydatku tej wielkości opłaca się przejść przez praktyczne sprawy po kolei. Lista nie zastąpi rozmowy z dealerem, ale dzięki niej przychodzi się na tę rozmowę z gotowymi pytaniami.

  • Cena końcowa i specyfikacja. Kwota końcowa wyraźnie zależy od napędu i opcji, więc poproś o pisemną ofertę na dokładnie tę konfigurację, którą masz w głowie.
  • Próbne pływanie. Sam katalog to za mało. Charakter łodzi wychodzi dopiero na wodzie, a dni pokazowe dają dobrą okazję, żeby go poczuć.
  • Stanowisko i ładowanie. Ustal z góry miejsce postoju i to, czy da się tam ładować.
  • Zimowanie i serwis. Dopytaj, kto i jak zajmuje się przechowywaniem poza sezonem, przeglądami i opieką nad akumulatorem.
  • Sposób użycia i liczba osób. Realny obraz tego, ile osób zabierasz i co chcesz z łodzią robić, przesądza o tym, która konfiguracja jest właściwa.

Cena zakupu to dopiero pierwsza pozycja w budżecie. Na posiadanie łodzi składa się wiele pozycji: stanowisko, zimowanie, regularny serwis i polisa dochodzą do tego, co zapłacono za kadłub. Ich wysokość wynika z twoich wyborów i z tego, co oferuje okolica, dlatego nikt nie poda jednej kwoty. Kto uwzględni je w planie od pierwszego dnia, ten w drugim i trzecim sezonie spotyka mniej niespodzianek. W końcu chodziło o spokojne dni na wodzie, nie o ból głowy.

Oferty od różnych dealerów albo różne konfiguracje porównuj na tych samych zasadach. Już strona modelu i konfigurator RAND podają różne kwoty: przy jednej nie ma słowa o podatku, druga liczy bez VAT i bez dostawy. Poproś, żeby w każdej wycenie każda pozycja była nazwana wprost: kwota netto, VAT, dostawa, opcje. Dopiero wtedy dwie wyceny da się uczciwie położyć obok siebie.

Osobne pytanie dotyczy samej marki. Spółka, która dziś stoi za nazwą Rand Boats, nie jest tą samą firmą co dawniej, dlatego dopytaj dealera, kto odpowiada za gwarancję, skąd pochodzą części zamienne i kto serwisuje napęd elektryczny w twojej okolicy. Jasne odpowiedzi w tych trzech sprawach oszczędzą sporo nerwów w kolejnych sezonach.

Najczęstsze pytania

Kto stoi za marką Rand Boats?

Duńska marka łodzi rekreacyjnych i dayboatów w czystym, skandynawskim stylu, w której każdy model zamówisz z napędem elektrycznym. Firma za nazwą jest jednak inna niż kiedyś. Pierwotną spółkę Rand Boats A/S w sierpniu 2025 przemianowano na RB2025 A/S, nazajutrz spółka weszła w restrukturyzację, a potem ogłoszono jej upadłość. Polityka prywatności na randboats.com jako administratora danych wskazuje dziś nową firmę, Rand Boats ApS z Hellerup, zarejestrowaną w lutym 2026. Z całej gamy omawiamy tu Leisure 28.

W jakich cenach są łodzie Rand Boats?

Ceny wyjściowe w gamie RAND rozciągają się szeroko. Breeze 20 zaczyna się od 39 900 euro, a za Lagune 44 RAND chce co najmniej 499 900 euro (odczyt z 5 października 2026). Leisure 28 ma na stronie modelu 165 900 euro bez słowa o podatku. Konfigurator startuje z nim od 179 900 euro z silnikiem benzynowym i od 265 900 euro z napędem elektrycznym 170 kW, w obu przypadkach bez VAT i dostawy. Pisemną wycenę konkretnej wersji przygotuje dealer.

Czy opłaca się mocniejszy napęd w Leisure 28?

Niekoniecznie. Dopłata ma sens przy pełnym pokładzie albo dłuższych przelotach po otwartej wodzie, a do spokojnego krążenia między zatoczkami słabsza wersja często wystarcza.

Prąd czy paliwo: co rozstrzyga o napędzie?

RAND sprzedaje jedno i drugie. Leisure 28 dostaniesz z dwoma napędami elektrycznymi albo z jednym z trzech spalinowych (zaburtowym Mercury F 300 albo stacjonarnym Mercruiser 6.2L na benzynę lub Mercury Diesel 3.0L). O swoich łodziach marka pisze ogólnie, że mają wersje elektryczne i tradycyjne. Wybór potrafi zawęzić sama woda, bo na części jezior silnik spalinowy pływa z ograniczeniami albo nie pływa wcale.

Czy Rand wystarczy na cały dzień na wodzie?

Tak, po to go zaprojektowano. Ile wytrzymasz bez ładowania, zależy od tempa i wybranego akumulatora.

Gdzie można wejść na pokład łodzi Rand?

Na targach łodzi, gdzie czasem da się też popłynąć, albo u dealera z listy na randboats.com.

Czym Rand różni się od innych łodzi elektrycznych?

Głównie duńskim, skandynawskim językiem formy połączonym z filozofią dayboatu. Większość gamy rozplanowano na wspólne dni zamiast długich przelotów, a linia jachtów, od Escape 32 po Realm 45, dokłada kabiny i łazienki na noc. Podobnie czyste pływanie na prądzie dają szwedzki X Shore i austriacki Frauscher, więc rozstrzyga gust, wielkość i plan na łódź.

Czy do łodzi elektrycznej potrzebny jest prąd przy stanowisku?

Najlepiej tak, bo wtedy łódź przed każdym wyjściem czeka naładowana. W wielu marinach przyłącze przy kei jest już standardem, a możliwości ładowania stale przybywa.

Zobacz też